środa, 7 stycznia 2026

Robocze z 2023 - ku pamięci - opublikowane 7.01.2026

 Dzisiejsze wydarzenia popychają mnie do tego, aby napisać ten post. 

Syn przyjaciółki rodziny właśnie miał udar - aktywny sportowo, kawałek po trzydziestce, żyjący w Anglii. Ostatnimi czas trochę mu się w życiu pomieszało, ale nadal pozostaje szczęśliwym ojcem, którego praktycznie w swoim życiu nie miał. Jego mama rzuca wszystko i wsiada w pierwszy samolot do Anglii aby wyciągnąć go ze szpitala. To już kolejny raz jak D jest wystawiana na próbę życia, której wiele osób by nie wytrzymało. Nie ma w swoim życiu spokojnych wód. Zawsze jest sztorm - mały lub większy. I przyszedł kolejny, równie trudny do przepłynięcia. Ja wiem, że D da radę, bo zawsze daje, w pojedynkę czy z pomocą innych. Siła matczynej miłości nie zna granic. Pokłady akceptacji, które noszą w sobie matki to jest coś czego chyba nigdy nie zrozumiem. 

A to wszystko znów wraca mnie do myśli, o której zbyt często zapominam - życie jest tyle warte a tak łatwo może się pokruszyć. Wpychamy w siebie niezliczoną ilość śmieci - czy to papierosy, alkoholu lub jedzenie. Sama to robię. Za każdym razem się wściekam, gdy dzieje się właśnie coś takiego, że nie szanuje swojego zdrowia. Tak sobie żyje, od górek po dołki szanowania swojego ciała. Sama nie wiem dlaczego. Czy to kwestia dopaminy, którą jesteśmy otoczeni i żyć bez niej nie umiemy? A z drugiej strony czy to właśnie na tym polega życie, aby czerpać z niego jak najwięcej? To obecnie jest mój największy dysonans. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz